II Bydgoski Festiwal Podróżnicy


Torell Expedition wybiera się do Bydgoszczy na spotkania podróżników i globtroterów.


Będzie okazja do posłuchania relacji z egzotycznych zakątków Świata. W programie prelekcje, pokazy slajdów, spektakle taneczne oraz wernisaż fotografii pt. „Uśmiech Świata” P. Elżbiety Dzikowskiej.

Dziękujemy za zaproszenie organizatorom Festiwalu!

Otwarty Przegląd Slajdów Podróżniczych Klubu Podróżnik

Zapraszamy na 1 Otwarty Przegląd Slajdów Podróżniczych.

PROGRAM

11:00 Otwarcie Przeglądu

11:10 Powitanie widzów i prezentacja gości festiwalu.

11:20 Fotocast o dokonaniach Klubu Podróżnik oraz kilka słów o działalności Klubu

11:45 Anna i Ksawery Szykiedans – Wulkanizacja czyli podróż po Indonezji

12:45 Fotocast Australia (Prezentacja fotograficzno-filmowa z muzyką w tle)

13:00 Michał Rej – Azja Centralna na 4×4 kółkach

14:00 Fotocast Laos i Kambodża (Prezentacja fotograficzno-filmowa z muzyką w tle)

14:15 Andrzej Wnęk – Mali, dusza Afryki

15:30 Fotocast Birma (Prezentacja fotograficzno-filmowa z muzyką w tle)

15:45 M.Jasienski, M.Jastrzebski, M.Klisz - Spitsbergen / Torell Expedition 2012

Absolutna premiera tuz po powrocie ze śnieżnej wyprawy.

16:45 Podsumowanie przeglądu, rozdanie nagród w konkursach, prezentacja gości.

17:00-17:30 Zakończenie przeglądu

Tropami Torell Expedition

Jednym z celów Torell Expedition było dotarcie do Ziemi Torella, położonej pomiędzy fiordami Van Keulen i Hornsund. Początkowo planowaliśmy zrealizować nasz cel podążając popularną trasą zimową dla skuterów, łączącą Longyearbyen i Polską Stację Polarną Hornsund. Po drodze zamierzaliśmy przeciąć dwa zamarznięte zwykle o tej porze fiordy: Van Mijen i Van Keulen. Termin wyjazdu się zbliżał, fiordy niestety nie zamarzły, więc opracowaliśmy trasę omijającą je i doprowadzającą nas od północnego-wschodu na Ziemię Torella. Po przylocie do Longyearbyen, musieliśmy zweryfikować także tą wersję trasy. Stan lodowców, które zamierzaliśmy przeciąć nie pozostawiał złudzeń. Szczeliny były odsłonięte – lodowce ruszyły w środku zimy!

Przed wyjściem z Longyearbyen opracowaliśmy kolejną wersję, zakładającą przebijanie się do wschodniego wybrzeża i dotarcie do Ziemi Torella od wschodu. Z tego powodu po przejściu prawie całej Adventdalen skręciliśmy w mało uczęszczaną dolinę doprowadzającą nas do połączenia dolin Reindalen i Lündstromdalen. Tą ostatnią doliną chcieliśmy dotrzeć na morenę lodowca Edvardbreen i dalej kontynuować trasę w stronę wschodniego wybrzeża.

Niestety nasze plany pokrzyżowało wspomniane połączenie dolin Reindalen i Lündstromdalen. Dno doliny pokrywał lód, który pod naszym ciężarem zaczął pękać. Pod lodem prawdopodobnie znajdują się źródła, które nawet przy temperaturze –20 °C nie zamarzają tak aby umożliwić nam bezpieczną przeprawę.

Po raz kolejny zmuszeni zostaliśmy do weryfikacji naszej trasy. Skręciliśmy w stronę fiordu Van Mijen, aby po dwóch dniach odbić w lewo na lodowiec Slackbreen doprowadzający do górniczej osady Sveagruva. Właśnie na tym lodowcu zapadła decyzja o rozdzieleniu naszego zespołu. Podczas gdy Marcin i Michał ze względów zdrowotnych wycofali się do Longyearbyen, Szymon i Michał dotarli poprzez lodowiec do Sveagruvy. Informacje uzyskane w Longyearbyen o nikłych szansach dotarcia do Ziemi Torella, potwierdziły się w Sveagruvie. Michał i Szymon zdecydowali się na odwrót w stronę Longyearbyen. Kierując się wzdłuż brzegu fiordu w stronę początku doliny Reindalen, po trzech dniach dotarli do Longyearbyen doliną Gangdalen. W ten sposób nasza trasa zatoczyła kilka imponujących zakrętów po największych dolinach strefy 10. Tego roku nietypowa zima nie pozwoliła dotrzeć do Ziemia Torella także wyprawie Norberta Pokorskiego i Michała Bralkowskiego.

Wróciły dziewczyny z Newtontoppen!

Dzisiaj po południu na warszawskim Okęciu wylądowały uczestniczki zwycięskiej wyprawy Spitsbergen Polish Female Expedition, na najwyższy szczyt Svalbardu – Newtontoppen (1713 m). Obie nasze wyprawy razem wyruszyły z Longyearbyen doliną Adventdalen. Drugiej nocy rozbiliśmy namioty obok siebie i razem pełniliśmy warty. Następnego dnia dziewczyny ruszyły w kierunku Tempelfiordu, aby 5 kwietnia stanąć na najwyższym szczycie Archipelagu Svalbard. Serdecznie gratulujemy Wam sukcesu i cieszymy się ze szczęśliwego powrotu!

Lista ekwipunku

W przedwyjazdowym zamieszaniu niestety nie zdołaliśmy udostępnić Wam listy ekwipunku wypełniającego nasze niebieskie pulki i podręczne plecaki. Dlatego postanowiliśmy wykorzystać rozpakowywanie bagaży na sporządzenie takiej listy. Teraz wiemy, że nie była ona idealna, pewnych elementów w niej zabrakło, inne nie zostały nigdy użyte. Razem z blisko 50 kg bagażu, z którymi wróciliśmy do Polski, każdy z nas przywiózł bezcenny ładunek doświadczeń dotyczących ekwipunku polarnego. Podczas spotkań z uczestnikami innych wypraw wykorzystywaliśmy każdą okazję do zdobywania cennych informacji o sprawdzonych rozwiązaniach sprzętowych. Każdy z nas miał nieco inny zestaw wyprawowego ekwipunku, dlatego przedstawiamy przykładową listę sporządzoną przez Marcina. Nie znajdziecie w niej radiopławy GME, telefonu satelitarnego, apteczki, broni palnej czy sprzętu fotograficznego Michała. Do listy żywności należałoby też dodać wędzoną słoninę, która znalazła się w pulkach Michała Jasieńskiego. Tutaj znajdziecie przykładową listę ekwipunku Marcina. Niedługo napiszemy też o naszych doświadczeniach sprzętowych.

SASem z Longyearbyen do Warszawy

Ostatni etap naszej wyprawy powierzyliśmy liniom lotniczym SAS – specjalistom od podróżowania w arktyczne rejony Europy. Nasze ponadgabarytowe bagaże trafiły do luku samolotu lecącego na trasie Longyearbyen – Tromso – Oslo. My mogliśmy podziwiać lodowce i fiordy Spitsbergenu tym razem z góry. Otwarte szczeliny na lodowcach i kra na powierzchni fiordów potwierdzały nietypowe warunki tegorocznej zimy. Kontynentalna Skandynawia przywitała nas krajobrazem szarej tundry z pojedynczymi płatami śniegu, za to w Oslo trafiliśmy już na prawdziwie wiosenną aurę. Z przyjemnością wyszliśmy przed terminal portu lotniczego wygrzać się w promieniach słońca. Następnego dnia w południe wylecieliśmy w stronę Kopenhagi naszego ostatniego punktu przesiadkowego. Kolejny etap powrotu mieliśmy już za sobą i po dwóch godzinach oczekiwania wsiadaliśmy do samolotu do Warszawy. Ostatnie spojrzenie na Kopenhagę i przecięliśmy pułap chmur. Nasze zachowanie na pokładzie samolotu zwróciło uwagę stewarda roznoszącego posiłek, nawiązaliśmy z nim rozmowę opowiadając o wyprawie na Spitsbergen. Po jakimś czasie zaprzyjaźniony steward wrócił do nas, niosąc w ręku zabawki rozdawane zwykle małym dzieciom – na pamiątkę długiej podróży z SASem. Postanowiliśmy pozostawić po sobie pamiątkę na pokładzie samolotu SAS. Przed wylądowaniem w Warszawie podarowaliśmy stewardowi  maskotkę śnieżnej sowy – przywiezioną ze Svalbardu. Mamy nadzieję, że dzięki temu wrócimy na Spitsbergen na skrzydłach SAS.

Od Pluto do Longyearbyen – relacja Michała i Szymona

Jutro czyli 4.4.2012 o 16.55 uczestnicy Torell Expedition powinni wylądować na Okęciu (strajki – odpukać!). Tymczasem zamieszczam jeszcze garść wspomnień Michała i Szymona z przejścia przez góry do Longyearbyen. W poprzedniej relacji dotarli do chatki Pluto…

„Do Pluto doszliśmy przed zachodem słońca. Do doliny Reindalen weszliśmy po stromym zboczu. Tylko górna partia dawała szanse przedostania się bez narażania pulek na otarcia o kamienie. Do chatki Pluto doczłapaliśmy się z językami wywieszonymi do kolan, praktycznie ostatkiem sil. Byliśmy strasznie smutni i zażenowali wręcz, gdy okazało się, że chatka jest trochę zdewastowana. Nie była to sprawka misia, a ludzi. Dwa lata temu biwakowaliśmy przed drzwiami i spędziliśmy tam wspaniałe chwile, teraz czuliśmy się, jakby to ktoś nam wyszarpał dziurę w drzwiach, połamał szafki i powywracał przedmioty na półkach. Otwarte drzwi dały nam szansę na nocleg w środku, czyli mogliśmy zrezygnować z namiotu i wart. Byliśmy tak zmęczeni, że spaliśmy prawie do 9.00 rano. Nocleg był bardzo miły i świadomość spania w starej chatce bardzo nas cieszyła.

Z Pluto poszliśmy wzdłuż doliny aż do chatki Sorhytta. Tam spotkaliśmy dopiero pierwszych skuterowców. Po kilku chałwach i kubkach herbaty skierowaliśmy się w górę doliny Gangdalen. 4 km przed przełęczą założyliśmy obóz. Tej nocy spaliśmy na zmiany – co 2 godziny budziliśmy się nawzajem. Smutno nam było, że to ostatni nocleg pod namiotem podczas tej wyprawy. Następnego dnia skierowaliśmy się w górę przełęczy, by zejść Todalen w stronę Longyearbyen. Ostatnie 4 km przed mieściną były najcieższe. Niby blisko do domu, a iść trzeba. Ale cieszył nas fakt wieczornego spotkania się z chłopakami. Kto wie, może wspólne piwko?”

Tekst i zdjęcia: Michał i Szymon Jasieńscy

Zaszufladkowano do kategorii relacja

Rusza Transarctica

Spitsbergen przeżywa tej wiosny prawdziwe oblężenie przez polskie wyprawy!

Podczas gdy Torell Expedition zakończyła się wcześniej niż było planowane, cały czas możemy kibicować wyprawie Spitsbergen – Polish Female Expedition na Newtontoppen. A do tego dziś właśnie rusza kolejny polski projekt. Kilka zdjęć ze spotkania z Norbertem Pokorskim i Michałem Bralkowskim – uczestnikami wyprawy Transarctica na Spitsbergen. Z chłopakami spotkaliśmy się wczoraj wieczorem, do 4 rano rozmawialiśmy o wyprawach, sprzęcie i planach na przyszłość. Norbert z Michałem wyruszyli dzisiaj rano, zamierzają w ciągu 3 tygodni dojść do Hornsundu i wrócić z powrotem do Longier. Przy herbacie i piwku czas minął szybko, chłopaki poszli rano przespać się godzinkę w swoim namiocie i ruszyli w trasę.

Zaszufladkowano do kategorii wyprawy

W starej psiarni – Michał i Szymon o Sveagruvie

Rozstaliśmy się w wielkim bólu z Marcinem i Michałem na lodowcu Slakbreen, bez pewności, że robimy słusznie. W końcu przyjechaliśmy razem i powinniśmy razem wracać. Droga w górę lodowca była ciężka – wiało mocno w twarz, do tego praktycznie 10 km szliśmy stale pod górę. Potem około 8 km ostrego zjazdu w stronę Sveagruvy też dało nam w kość.

Po dojściu do osady zawitaliśmy, tak jak nam radzono, do kantyny. Tam nikogo nie obeszła nasza obecność, odmówiono nam noclegu w kącie na podłodze, a nawet kupna czegoś do picia, podczas gdy górnicy wynosili przy nas kieszenie pełne jabłek i mandarynek. Alternatywą było schronienie się w opuszczonej, starej psiarni.

Chcieliśmy uniknąć noclegu w namiocie, ponieważ tego dnia widziano trzy dorosłe niedźwiedzie polarne wałęsające się po okolicy. Stara szopa w psiarni okazała się wybawieniem. Nie otwierana przynajmniej od jesieni stanowiła dla nas orientalną scenerię do spania. Nie wiało nam w twarz, nie było tak zimno, a fakt spania pośród starych drewnianych przedmiotów, które kiedyś służyły psim zaprzęgom, dodawał tylko klimatu.

Rano zebraliśmy się i po połączeniu z Radiem Dla Ciebie wyruszyliśmy w stronę doliny Reindalen idąc brzegiem wzdłuż fiordu Van Mijen. Wiedzieliśmy, że mamy do przejścia spory odcinek, gdyż nie uśmiechało się nam nocować nad fiordem i nastawiać się na widok wygłodniałym misiom. Droga trochę się dłużyła, na szczęście wiało nam w plecy. Przez cały dzień nie spotkaliśmy ani jednej żywej duszy, choć co jakiś czas przecinaliśmy tropy niedźwiedzi. Dodawało to trochę pikanterii, ale i motywowało nas do kontynuowania długiego marszu.

Ostatni odcinek drogi, czyli około 4 km przed wejściem do doliny dał się nam we znaki. Śniegu jak na lekarstwo, a ten co pozostał, stanowił lodową skorupę na stromawym zboczu, kończącym się prosto w zimnych wodach fiordu. Sporo zachodu kosztowało nas kluczenie między kamieniami, tak by nasze pulki miały szansę bez szwungu przebijać się metr po metrze…
c.d.n.

Tekst i zdjęcia: Michał i Szymon Jasieńscy

Zaszufladkowano do kategorii relacja